Felieton – jacy jesteśmy

Nie potrzeba wiele wysiłku, żeby przeanalizować tego, jakie emocje towarzyszą nam w trakcie jazdy. To wszystko można wyczytać z twarzy, gestów i poczynań, gdy na drogach przestaje być kolorowo. Naród gniewny, nerwowy, porywczy, tego wszystkiego doświadczysz, gdy tylko się rozejrzysz po twarzach polskich kierowców.

Weźmy pierwszy przykład z brzegu – korki. Mieszkam w jednym z najbardziej zakorkowanych miejsc w tym kraju, miasto Królów Polski – Kraków. Nietrudno tu o korek, wszędzie ciasno, nikt w państwie Wiślan w IX wieku nie zastanawiał się jak szerokie drogi będą potrzebne za 1000 lat. Z faktem o tym, że miejsca jest tu zdecydowanie za mało na tą ilość samochodów po prostu trzeba się pogodzić. Cóż robi rozsądny, polski kierowca? A no krzyczy na wszystko, trąbi, a gdy przyjdzie okazać trochę solidarności, wpuścić kogoś do ruchu z bocznych ulic to nie ma zmiłuj. Przykleja się na zderzak sąsiada z naprzeciwka tak, że nie wcisnęłaby się tam nawet ameba. Oczywiście trzeba pamiętać, aby pod żadnym pozorem nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z potencjalnym, nowym uczestnikiem zatoru ulicznego. A niech stoi nawet i do października, przecież jedno, dodatkowe auto przede mną opóźnia mnie o jakieś 16 sekund. Następną część podróży należy spędzić nad rozmyślaniem – co zrobić z tym zaoszczędzonym czasem? Idąc dalej tym tropem w korku łatwo się rozkojarzyć. Przecież tyle rzeczy dzieje się w sieci! Można z powodzeniem wyciągnąć telefon i zamiast bacznie obserwować pracę sygnalizacji świetlnej walnąć snapa, instastory, albo włączyć przednią kamerę i po prostu przeglądnąć się we własnym smartfonie. Nie zrozumcie mnie źle, wszystko jest dobre by zabić nudę, ale nie w momencie, gdy to Ty jesteś na czele tego peletonu klasy średniej, gnającej z tudzież do pracy. Tym oto pięknym sposobem jesteśmy wszyscy autorami nieprawdopodobnej dżungli, jaką stają się nasze drogi w godzinach szczytu. Każdy, każdemu wilkiem, byleby ktoś dotarł później niż ja. Otóż nie! Znajdzie się może z 20% tych, którzy patrzą na to inaczej, nie zbawi ich jeden samochód przed sobą, wiedzą co to jazda na suwak i dzięki temu te korki w ogóle się rozładowują. A nie jesteśmy dżunglą, jesteśmy cywilizowanym, dość mocno zmotoryzowanym krajem, który musi przywyknąć do rzeczywistości, że samochodów przybywa. Krzyki, bluzgi i januszonada na ulicach nic nie da, to tylko szarpanie sobie nerwów, które nie skróci naszej podróży do domu. Co najwyżej ubarwi ten dzień o kolejne negatywne emocje, które przynosimy do domu, pracy. Jeżeli nauczymy się spokoju, poszanowania innych kierowców to uwierzcie mi na pewno będzie nam się łatwiej jeździć. Bądźmy bardziej kolorowi dla siebie, może jakoś przebrniemy przez tą przestrzeń pełną spalin, skrzyżowań i sygnalizacji świetlnych. Nie zachowujmy się, jak buraki bo to tylko wzbudza agresję nawet w tych 20%, którzy naprawdę mieli dobre chęci i chcieli, żeby coś wyglądało inaczej. Do bycia kierowcą, a nie tylko użytkownikiem drogi też trzeba dojrzeć, tego życzę wszystkim, którzy bluzgają na mnie i trąbią, gdy wpuszczę kogoś z podporządkowanej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *