Zakup Mercedesa klasy A – prestiż czy szaleństwo?

Jeżeli przejrzę cały materiał z ostatniego roku, to jeden samochód nie daje o sobie cały czas zapomnieć. Jazda testowa nowym Mercedesem Klasy A miała być tylko tłem dla wielu innych, które dotychczas miałem okazję prowadzić. Mimo to samochód nie dał o sobie zapomnieć, Mercedes A200 to dzisiejszy bohater. Chyba żaden kompakt nie zmienił się tak na przestrzeni wszystkich generacji, jak ten. Od pierwszej wersji, czyli zmywarki na kółkach, która miała małą wadę fabryczną, mianowicie przy zbyt mocnym skręcie dachowała. Tak bardzo był to zły samochód, niewyważony, brzydki i niepraktyczny, mimo to znalazł jakieś grono fanów. Cóż, jak z wieloma zboczeniami, zawsze znajdą się jacyś fanatycy. Patrząc na dzisiejszą klasę A to tak naprawdę ciężko się do czegokolwiek przyczepić.

Auto ma coś w sobie, nie jest zrobione tak, że widzisz za jego kierownicą 58 letniego wykładowcę marnej uczelni. Po prostu jest ładne, miło się na nie patrzy, nie próbuje być stonowane, w końcu to Mercedes! No właśnie, spójrzmy na samą markę, która zasłynęła w historii chyba już wszystkim co mogła. To najniższy model w ich ofercie, a mimo to nadal jest subtelny, trochę nonszalancki i nie da koło siebie przejść obojętnie. Wersja testowa to oczywiście podstawa – silnik 2.0 o mocy 163 KM to nie demon prędkości, przy tym ile te samochody teraz ważą stwierdzam, że na papierze to nawet za mało. No, ale ma na pokładzie wszystko co powinien, ponadto 6 biegowy manual, w opcji jest jeszcze automatyczna skrzynia biegów 7G-DCT, ale kosztuje tyle, że już lepiej wybrać wersję z mocniejszym silnikiem 224KM. Mi dane było tylko podkraść ten mniejszy.

Pierwsze spotkanie z „baby” Mercem raczej udane, łatwo znaleźć pozycję za kierownicą, nie brakuje tu miejsca z przodu. Gorzej z tyłu, żaden Amerykanin tam nie wejdzie, tego możecie być pewni. Gdy nim wyjedziesz na ulicę dosłownie czujesz się pewny siebie, samochód słucha się i wiesz, że nic złego Ci się w nim nie stanie. Tak po prostu, wzbudza poczucie bezpieczeństwa, wkurzała mnie co prawda ilość przycisków na kierownicy, to niedorzeczność, mam się skupić na prowadzeniu a nie na 193013193 przyciskach w dodatku wielkości ameby. Co do silnika wiele się nie pomyliłem, zapomnijcie, że ma kopa, że możecie rzucać rękawice doładowanym złomom, 10 lat starszym od niego. Mam wrażenie, że to auto nawet nie było tworzone z takim zamiarem, by być jakoś nadzwyczaj dynamiczne. To ma być Merc dla kogoś, kto się porusza z punktu A do B i chce to robić z klasą. No nie kurde, nie zgadzam się, że co to niby ma być? Mam się zgadzać na to, by jadły mnie Golfy ze spoilerami ze styropianu, gdy ja prowadzę nowego Mercedesa? To absurd, ale największym z nich wszystkich jest cena, do czego niemiecki producent nas przyzwyczaił. 123200 złotych to więcej niż bochenek chleba. To ponad dwa razy tyle co kosztuje podstawowy Focus, mało tego! To więcej niż zapłacimy za Focusa ST z silnikiem EcoBoost 2.0 o mocy 250 KM i tapicerką Lux Race Red. To 13 tysięcy więcej niż zapłacimy za Renault Megane GT w najwyższej z opcji. Litości, te samochody technicznie, wizualnie nie odstępują, a nawet miażdżą A200 pod każdym względem. Powstaje pytanie, po co go kupować i kto to robi?

Wydaje mi się, że to już kwestia historyczna, ktoś przyzwyczaił się do pewnego standardu, że zadasz mu pytanie – czym jeździsz i odpowie – Mercedesem. To wystarczy, nieważne jakim, że jest równie dynamiczny co siano i musisz dopłacać krocie za każdy gadżet, który w tańszych odpowiednikach masz za darmo. Prestiż? Nie sądzę, jak dla mnie to czyste szaleństwo, którego chyba nie pojmę. Wydaje mi się, że tego typu transakcja wygląda następująco – chcę kupić samochód, idę do salonu Mercedesa, przejadę się A klasą i … dobra biorę idziemy do biura. Innego wytłumaczenia na to nie znalazłem.

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *