Felieton – co nas wkurza?

Motoryzacja niejedno ma imię, to wie każdy z nas. Niekiedy spojrzysz na jakiś samochód i wiesz, że pragniesz go jeszcze bardziej niż Keiry Knightly, czy Ryana Goslinga (co kto woli). Innym razem jest to dla Ciebie tylko narzędzie do przemieszczania się z punktu A do B, C, Z. Są też tacy, dla których nie znaczą zupełnie nic. Na szczęście Ci ostatni są zajęci teraz przeglądaniem gazetek z Lidla, czy nękaniem swoich bliskich teoriami o obecnym stanie politycznym w naszym kraju, więc nie do nich są dzisiejsze słowa. Raczej chcę porozmawiać o rozczarowaniach, tym co może wkurzać w motoryzacji, a jest tego wiele, może nawet za wiele, aby się zmieścić w jednym artykule.

Postanowiliśmy zmienić samochód, no i fajnie! Skończyliśmy w końcu jeść tynk ze ściany, bo mamy już na tyle pieniędzy by coś kupić, tudzież któryś bank był na tyle szalony, że w obecnej rzeczywistości i rosnących cenach wszystkiego dał nam kredyt na 140 lat. Mniejsza o detale, zaczynasz szukać, nieistotne nawet w jakim przedziale cenowym, jeśli używane to wiedz, że jest źle. Zderzasz się, jak ze ścianą, jakby ktoś Ci przejechał paznokciami po tablicy. Bo trzeba się zmierzyć nie tylko z handlarzem Mirkiem, ale i bandą Januszy, którzy mają nabyć Twoje auto, bo po co Ci dwa? Co nas wkurza? To, że ciężko kupić samochód, który jest wart swojej ceny, czy to, że ciężko szczerze sprzedać auto? W jednym momencie, najprzyjemniejszy moment od lat, czyli zmiana pojazdu przeradza się w piekło. Spędzasz dzień w pracy, noc na olx i otomoto, a w wolne dni jeździsz od jednego delikwenta do drugiego, zastanawiając się po co Ci to do cholery było? Jeśli komuś zdarza się od kopa coś kupić to są dwie opcje – albo kompletnie się nie zna na samochodach, albo jest szczęściarzem i zamiast ujeżdżać się za heblami za parę tysięcy powinien puścić sobie lotto. Dodajmy do tego, że masa klientów chce nabyć Twoje auto, oczywiście zajmuje Twój cenny czas, bo musi go obejrzeć, umówi się w styczniowe po południe, dotrze w okolicacha października, bo przecież ciężko się zjawić na umówioną godzinę? A teraz skumulujmy to wszystko i zastanówmy się po której stronie jesteśmy? Skoro coś nas wkurza, to być może my też kogoś wkurzamy, więc jak coś w dziedzinie sprzedaży używanego pojazdu ma się zmienić to zacznijmy cholera od siebie. Mówmy sobie wszystko, nie oszukujmy, to czcze życzenia, bo tu jest Polska, to trzeba tanio, szybko i dobrze, nie nie nie, tak się nie da.

http://i65.tinypic.com/25irx2a.jpgNo i przychodzi poważniejsze rozmyślanie, co mnie wkurza w moim aucie? Znudziło mi się? Jest za stare? Słabo wyposażone? Powodów może być mnóstwo, ale zazwyczaj po prostu zaczęło się psuć, więc trzeba je upłynnić co nie? A niech się inny Janusz martwi, co ja będę dokładał to tylko samochód. A teraz wyobraźmy sobie, że to narzędzie dla jednych, coś więcej dla innych to śmiercionośna broń, która dziennie zabija więcej ludzi na świecie niż broń palna. Nie poszedłbyś w bój z niesprawnym AK-47 prawda? A dałbyś go komuś, żeby Cię bronił, albo walczył w okolicy? Jasne, że nie! A mimo tego do diabła sprzedajesz ledwo jeżdzącę auto, które może kogoś zabić przy prędkości 60 km/h. Wszystko kosztuje, pieniądz rządzi światem, ale po co Ci ten kawałek papieru, jeśli możesz ze świata zniknąć jednym, fałszywym ruchem kierownicy? Czy sprzedałbyś komuś bliskiemu swój samochód? Zanim wystawisz go na internecie odpowiedz sobie na to pytanie, jeśli odpowiedź brzmi – nie, to daruj sobie i nie wypuszczaj na drogę maszynki do zabijania.

Może warto dwa razy pomyśleć, może trzeba jeszcze poczekać, zamiast wydać całość na kolejny rupieć to zaoszczędzić więcej? Trochę tynku ze ściany przez kolejne parę miesięcy nie zaszkodzi, a część pieniędzy odłożonych dotychczas zainwestować w tego wiernego woła, który służył Ci przez X czasu. Posłuży jeszcze chwilę dłużej, a jak chcesz go komuś przekazać to najlepiej nie ze wszystkimi możliwymi chorobami. Tak oto kończę krótką opowieść o tym, jak to sam złapałem się na głupocie. Próbując sprzedać coś co mnie nigdy nie zawiodło i było wierne w imię jakichś fanaberii, które mnie męczą. Efekt końcowy jest dość nudny z pozoru, bo pod domem dalej mam Volvo, od czasu, gdy ostatni raz do Was pisałem, ale nie jest to byle jakie Volvo, tylko moje! To czyni je wyjątkowym, dobrych wyborów!

PS: mam nadzieję, że tym razem wróciłem na dłużej! S.M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *