Co mnie spotkało ostatnio w Krakowie

Ostatnimi czasy coraz częściej na naszych ulicach pojawiają się supersamochody i to na polskich blachach. To dobra wiadomość nie tylko dlatego, że jest na czym zawiesić oko, ale też dlatego, że ludzie zamożni przestali się bać wyjeżdżać swoimi świecidełkami. Dzisiejszy wpis poświęcimy tym, których spotkałem na krakowskich ulicach. 

http://m.autokult.pl/lamborghini-murcielago-0-30f9be1,630,0,0,0.jpgRegularnie widuję Lamborghini Murcielago w limonkowym kolorze. Dźwięk wydechu przyprawia od gęsią skórkę, auto brzmi wspaniale mimo dziwnego koloru. Ten model ma też strasznie dziwny spoiler, jakby właściciel sam go doczepiał. Jeździ na numerach KR i chętnie bym Wam go pokazał, ale zazwyczaj zanim zdążę wygrzebać ze swoich kieszeni telefon i zrobić zdjęcie, Lambo jest już 20 km dalej. Moje spostrzeżenie podstawowe – na żywo jest znacznie większy, niż wydaje się w telewizji. Oprócz tego zastanawiam się jakim cudem to auto spełnia normy hałasu, bo gdy podkręca obroty, szyby w biurowcach ledwo się trzymają, świetna maszyna.

http://m.autokult.pl/ferrari-458-italia-496x3-09553c6,630,0,0,0.jpgIdąc dalej ostatnio goniłem Ferrari 458 Italia na warszawskich numerach. Moje ambitne Scorpio wzięło się za wyprzedzanie ciężarówki i nagle usłyszałem hałas jaki wydaje stado lwów, słoni, tygrysów, gepardów zamkniętych w jednej klatce. W moim lusterku wstecznym nagle pojawiła się Italia, jakby ją ktoś teleportował, oczywiście grzecznie zjechałem na lewy pas, a właściciel dodał gazu i tyle go widziałem. Ambitnie ruszyłem w pościg prawym pasem i złapałem je na chwilę na czerwonym świetle, stanąłem za nim, a gdy ruszał mój podłokietnik zaczął się zachowywać jak rasowy wibrator, a Ferrari po 10 sekundach zniknęło. To auto jest szersze, niż hipermarket w którym pracuje i spotkany model utwierdził mnie w przekonaniu, że do Ferrari najlepiej pasuje kolor czerwony, bo ten model był czarny i jakoś nie pasowało mi to do dźwięków, które wydawał.

http://m.autokult.pl/ferrari-599-gtb-fiorano--6d38dd8,630,0,0,0.jpgKolejne Ferrari, które widuję regularnie na Lubiczu – 599. Na zdjęciach nie urzeka stylistyką, ale na żywo to zupełnie co innego, jest po prostu piękne. Na szczęście to Ferrari jest już we właściwym, czerwonym kolorze. Silnik V12 robi swoje, choć gdy stoi w miejscu nie odróżniłbyś go od innego samochodu, na podstawie dźwięku silnika. Dopiero, gdy właściciel zajmie się pedałem gazu rozbrzmiewa orkiestra o pojemności 6.0, która miała innym zakomunikować zejdźcie mi z drogi, jeśli Wam życie miłe. Przyznam się, że gdy przeglądałem sobie galerię Ferrari, to uznałem 599 za jedno z najbrzydszych, ale gdy tylko pojawiło się w moim zasięgu na żywo, całkowicie zmieniłem zdanie. Powiem więcej, pod względem stylistycznym wolę 599, od Italii. Przejdźmy dalej, do nieco tańszego, ale równie ambitnego auta.

http://m.autokult.pl/srt-viper-time-attack-1--6858a72,630,0,0,0.jpg Niektórzy nie zgodzą się ze mną, że Dodge Viper jest supersamochodem, ale dla mnie to co ma pod maską uprawnia go do tego tytułu. Powiedzcie mi, ile samochodów ma pod maską silnik V10 8.4 ? Jeżeli auto, które ma taki silnik nie jest supersamochodem, to ja się nie podpisuję pod tą definicją. Viper, którego spotkałem był żółty i konkretnie był to model SRT-10, spotkany obok galerii Krokus. I powiem Wam, że na żywo wygląda jak zabawka, aż się nie chce wierzyć, że to prawdziwy samochód. Amerykańska chluba przegoniła wszystkich z lewego pasa i zrobiła to co robi najlepiej… Co by nie mówić, odejście ma niesamowite. Fakt, że może stylistycznie nie jest tak szalony jak Lambo, ani tak charakterystyczny, jak Ferrari, ale ma w sobie coś, co może się podobać.

http://m.autokult.pl/aston-martin-dbs-ce-2-49729782fb,630,0,0,0.jpgOstatni widziany po cywilu supersamochód to ten, który absolutnie powalił mnie na kolana – Aston Martin DBS. Nie był na polskich numerach i nie przyjrzałem się rejestracji na tyle, aby stwierdzić skąd jest to cudo, a to głównie dlatego, że nie da się patrzeć na takie szczegóły w tym przypadku. To prawdziwe dzieło sztuki, piękna linia, charakterystyczna twarz, jakbyś spotkał gwiazdę filmu w swojej ulubionej restauracji. I tu miałem podobne wrażenie jak w przypadku Lambo, auto na żywo jest znacznie większe, mój Scorpio nagle stał się małym, bezbronnym sedanikiem, zresztą wszystko co znalazło się wokół Astona w tamtym momencie było bezbronne i totalnie nieistotne. Robi mega wrażenie, choć i tak moim ulubionym nadal pozostanie baby Aston, czyli V8 Vantege. Wspaniała sprawa tak na chwilę zapomnieć o tym co Cię otacza i skupić się na wyjątkowej egzotyce, jaką są supersamochody.

Źródło zdjęć: http://autokult.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *