Łzy cisną się do oczu, bardzo trudne pożegnanie

Wiedziałem, że ten moment w końcu nadejdzie, ale nie myślałem o tym. Nie przypuszczałem, że stanie się to tak szybko, praktycznie z dnia na dzień. Tak to stało się faktem, jutro żegnam członka swojej rodziny motoryzacyjnej, samochód który zapamiętam do końca życia. Polonez Caro Plus, dla wielu żałosny wytwór i usilna próba utrzymania się na rynku przez FSO, dla mnie wspaniały pojazd z duszą i wiecznym uśmiechem. Jutro wjedzie na lawetę i wyruszy w ostatnią podróż.

http://i60.tinypic.com/fwj3x4.jpg

Prawie 5 tysięcy przejechane, kilka fajnych filmików, wyprawa na Woodstock, bezawaryjność mimo ceny jaką za niego zapłaciłem, czyli 950 złotych. 9 miesięcy z samochodem, który wydawało mi się, że kupiłem dla „beki” i na chwilę. Decyzja nie była łatwa, ale po wizycie u mechanika, gdzie diagnoza była postawiona jasno – ma Pan takie zwarcie w instalacji, że kable się Panu palą, sypie się wał napędowy, pękł pasek rozrządu, cieknie pompa wody. Lista może byłaby dłuższa, ale Panu mechanikowi nie chciało się dalej sprawdzać, radził mi oddać na złom, bo to nie ma co igrać z losem. Poloneza zrujnowała 30 kilometrowa podróż z niesprawnym czujnikiem położenia wału, choć tego nie jestem pewien w 100%, ale to moje podejrzenie. No nieważne, fakt jest taki wina leży po mojej stronie, bo zamiast poprosić o wzięcie go na hol jechałem w ciemno. I nie ma tu winy po stronie auta absolutnie, to miało prawo się zepsuć tak czy siak, ale fakty są następujące, że to ja zerwałem przewód przy demontażu cewki zapłonowej i w efekcie zrujnowałem swój samochód. Pokutuje za to bólem serca, z jakim będę musiał przeżyć jutrzejszy dzień, gdy zobaczę go po raz ostatni. Strasznie się związałem, a to przecież niby tylko zwykły Polonez. Dla mnie był czymś więcej, chyba z żadnym autem aż tak się nie związałem jak z nim. http://i57.tinypic.com/2pradzn.jpgPrzyzwyczajał mnie do tego, że bez względu na to ile stoi na parkingu, to zawsze odpali, nabrałem do niego mega zaufania.  Ten widok obok zawsze wywoływał u mnie uśmiech na twarzy, choć nie raz musiałem znosi szyderstwa na temat jego, nie zraziło mnie do niego. Spalanie na poziomie 10 litrów na 100 kilometrów też przeżyłem, schodziłem do 8 jak tylko była taka możliwość. Walczyłem o każdy kilometr i choć w ostatniej drodze z Oświęcimia czułem, że nie ma dla niego ratunku próbowałem siebie oszukać, że na pewno coś da się jeszcze naprawić niewielkim kosztem. No rzeczywistość jest brutalna – wał napędowy, rozrząd z pompą wody, pewnie i łożyska, okablowanie, tu idę w koszta, które mogłyby przekroczyć jego wartość. Decyzja zapadła dzisiaj rano, będę tęsknił, kolejny mój samochód będzie miał ciężki orzech do zgryzienia i nie szybko otrzyma taki kredyt zaufania jak Poldek. To może kupię kolejnego? No przeszło mi to przez myśl, ale moja zasada, którą sobie założyłem, nie kupuj drugi raz tego samego, na świecie jest za dużo fajnych aut, nie może zostać złamana. 20 naklejek, komiczna panda na rejestracji, którą zostawię sobie na pamiątkę, zderzak na śrubach, dziura w drzwiach, nie domykająca się klapa bagażnika, zepsute drzwi pasażera, to jego znaki rozpoznawcze, każdy kto go widział na pewno to zapamięta. http://i59.tinypic.com/10wp4bk.jpgA ja zapamiętam go jak zwierzątko, które było bite i katowane pół życia, a ja je przygarnąłem i traktowałem lepiej niż ktokolwiek, kiedykolwiek. Bo po prostu na to zasługiwał! Zajechał na Woodstock ja wiele innych samochodów, wartych 10 razy tyle co on. Tylko nieszczęsny przewód chłodnicy, w drodze powrotnej rzutował na długość podróży, choć i tu zaskoczył, bo na taśmie zajechał ponad 400 kilometrów. Cóż ja mogę mu zarzucić, no nie mogę nic znaleźć. To naprawdę niedoceniany samochód, co by kto nie mówił, ja na niego złego słowa na pewno nie powiem. Pocałuję go w maskę na drogę i zasalutuję. Dla wielu wypisuję wariactwa, jestem przewrażliwiony i przesadzam, przykro mi, dla mnie to nie był zwykły przedmiot do przemieszczania się. Nie był bezdusznym Volkswagenem, czy Skodą w dieslu, to tylko tani wóz z Polski. Nie będę pisał w tym poście co dalej, ten post to hołd dla niego i czas na kilka dni ciszy na blogu, specjalnie dla niego. Nie dodam ostatniego, pożegnalnego filmiku, nic przyjemnego słuchać zachrypniętego głosu, 23 latka, użalającego się nad swoim zwierzątkiem, emocję zostawię w druku i w swoim pokoju. Salut, dobranoc Poloneziku…

9 Replies to “Łzy cisną się do oczu, bardzo trudne pożegnanie

  1. Pozwolę sobie na odrobinę ironii. Rzeczywiście bezawaryjny :). To oczywiście żart. trochę polonezem jeździłem i rzeczywiście są to niezapomniane wrażenia….

  2. Szkoda że go zezłomowałeś, własnymi siłami rzeczy o których pisałeś były do zrobieniA nie dużym kosztem, np. rozrząd – koszt 20 zł wymian banalna. No cóż, fajnie że Ci się podobał 🙂

  3. Można zawsze zadać pytanie pomocnicze w decyzji o naprawie taniego auta – ile OC zostało tej biednej maszynie? Jeżeli ubezpieczenie jest na wyczerpaniu a w perspektywie jest czterocyfrowy wydatek na niepewną naprawę to złom był niestety najrozsądniejszym rozwiązaniem.

  4. Mnie z moim też było się trudno pożegnać. Dostał rasowego sierpowego, w bok na skrzyżowaniu. Do roboty była cała tylna ćwiara, co szło już w koszta jak dla mnie wówczas niewyobrażalne. A szkoda całkowita z OC tego nie pokryła, więc poszedł na żyletki przy 120 tys. przebiegu, z wzorowo pracującym na LPG silnikiem. Miałem go raptem 3 miesiące, podczas których przejechałem 6 tys. km, w tym przez Polskę w dwie strony i zrobiono mi kilka zdjęć bez mojej wiedzy 🙂 Ale z żadnym autem tak się nie „zintegrowałem”, choć może przesadzam, bo kilkakrotnie niemal nie zaparkowałem w cudzym bagażniku, jednak te bębny z tyłu nie były najlepszym rozwiązaniem.

    Naprawdę nie miałem temu autu nic do zarzucenia, a może, jako syn posiadacza 3 Polonezów i zarazem osoba sentymentalna nie dostrzegałem jego wad. Ale po dziś dzień nie dostrzegam. Jakieś 30 metrów od mojego domu w garażu stoi piękny egzemplarz Plusa z 97 roku i płacze, bo sąsiad, starszy pan, nie za często nim jeździ. Mam go już upatrzonego od jakiegoś czasu i zawsze pomęczę trochę tego sąsiada, może w końcu namówię na sprzedaż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *