Samochodowi handlarze – zło konieczne?

Dzisiaj opowiem trochę o handlu samochodami. I nie chodzi tu bynajmniej o komisy samochodowe, ale o handlarzy sprzedających auta pod blokiem, na własnym placu. Wiele się o tym mówi, ale oni wciąż znajdują klientów na samochody. Czy takie auta są godne zaufania? Spróbuję opowiedzieć co nieco na podstawie własnych doświadczeń w tym temacie. Zapraszam! 

Spoglądając na otomoto nie trudno znaleźć oferty od handlarzy z blokowisk. Często auta kuszą najtańszą ceną, dużo niższą od tych komisowych. Dosyć często mają widoczne wady, na które handlarze powołują się jako zaniżenie ceny samochodu. Należy się wystrzegać przede wszystkim miejsc oddalonych, na pustkowiach. W takich miejscach nie dość, że trudno nam sprawdzić auto, to jeszcze dojazd na jakąkolwiek stację diagnostyczną jest dla takiego handlarza „stratą czasu”. Nie dajcie się nadziać przede wszystkim na teksty typu „Panie już tyle ludzi do tego auta dzwoni, jak Pan nie kupi, to mam 3 następnych klientów.” Nie wyobrażacie sobie jak często spotkałem się z tego typu tekstami. Dlaczego zakup takiego auta może okazać się pułapką. Cóż, spójrzmy na cenę samochodu na poprzednią umowę, to najważniejsze, jeśli jest to na przykład 700-800zł a w rzeczywistości auto jest warte na przykład 2500 rynkowo, to nie dajcie się też nabrać na tekst „no napisane tak, żeby podatku nie było”. 2% podatku to nie jest majątek. W 70% przypadkach auto rzeczywiście kosztowało tyle ile na umowie. Najgorsze jest, że Ci ludzie nie mają w ogóle warunków do poprawienia stanu technicznego samochodu, który kupili w cenie złomu i de facto powinien się pewnie tam znaleźć. 

W efekcie samochód jest na szybko robiony, umyty, no dobra powiecie dziur nie da się zamaskować pod blokiem. Oj i tu się zdziwicie. Spotkałem się już wielokrotnie z dziurami zamaskowanymi sztucznie, bez użycia spawarki.  Jak oni to robią, że tego nie widać? Rozmawiałem kiedyś z handlarzem, który miał auta pod domem, ale za domem normalny warsztat. Mówił wprost przez telefon, że można u niego wjechać na kanał pooglądać, nie ma problemu. Opowiedział mi o praktykach kilku handlarzy z okolicy. Auta są dosłownie klejone na lewarku. Zacytuję tego Pana, który kupuje złomy, ale spawa je dokładnie i pozwala obejrzeć efekt swojej pracy. Znał on innego handlarza z miasta obok. Tego Pana handlarza co ma warsztat nazwiemy tu Pan X, żeby było mi łatwiej to opisać. A tego drugiego z miasta obok, co handluje pod blokiem Pan W. Pan X powiedział mi, że pewnego razu kupił Fiata Punto za 600złotych, przywiózł go na lawecie i bo bał się nim jechać, tyle miał dziur. Przywiózł go na warsztat ocenił ile wyjdzie go naprawa no i doszedł do wniosku, że praca włożona w to auto przekroczy znacznie to za ile idzie go sprzedać. Wystawił więc auto „w całości lub na części” pojawił się u niego Pan W. Pochwalił się, że też jest handlarzem i pyta co trzeba zrobić. Pan X uczciwie powiedział o dziurach w podłodze oraz walniętej uszczelce pod głowicą. Pan W. wszedł pod auto i  stwierdził co następuje – eee podejdzie pianką do okien. 

Że co?! Nawet sobie nie wyobrażacie ile aut jest w ten sposób poklejonych. Wizytując u handlarzy w jeden tydzień znalazłem 9 takich przypadków. Widzę, że to popularna metoda. Dlaczego? Bo ciężko to zobaczyć kładąc się na kocyku pod samochód. Niektórzy są tak wspaniałymi artystami, że tak to pokleją i pomalują, że jest równiusieńko z profilem podłogi. Pianka kosztuje około 17 złotych, baranek do pomalowania 8zł no i proszę już nie ma dziur. A co z wyciekami? Ile jest preparatów do czyszczenia silnika mówić nie muszę. Co więcej, niektórzy gdy wyczyszczą silnik, błyszczy się jak z salonu, aby nie wzbudzało to podejrzeń, biorą sobie do spryskiwacza do okien coś a’la pył, piach, albo szaleją na szutrowej nawierzchni, aby zakurzyć auto. Są też tacy mistrzowie, którzy nie myją aut i argumentują – Panie nie myty sztucznie do sprzedaży, taki jaki jest taki sprzedaje. Zostawia ubrudzony, aby nie było widać ani jednej rysy, odprysków. A potem okazuje się po umyciu, że auto to dalmatyńczyk. W tym przypadku powiem Wam, że wypolerowany samochód jest lepszy od brudnego. Oprócz tego handlarz, który ma zamiar sprzedać auto, zupełnie go nie szanuje. 

Jeździ jak szalony, a co mu tam nie o tym będzie potem jeździł. Pęknięta uszczelka pod głowicą, jeśli nie masz profesjonalnego warsztatu nie zlikwidujesz tej usterki. Więc też czyści się silniki, korki wlewu oleju, zalewa nowy płyn do chłodnicy. Skala zjawiska jest ogromna, przede wszystkim w przedziale cenowym poniżej 3-4 tysięcy złotych. I nie dziwcie się, że takich ludzi jest coraz więcej. Kupią takiego złoma za na przykład 700złotych, podpicują wydadzą na to max 100złotych, wystawiają za 1500, sprzedadzą chociażby za 1300 i już mają 600złotych w kieszeni. I ponownie Wam zalecam! Nalegajcie na wizytę w stacji diagnostycznej przed zakupem. Unikniecie przykrych niespodzianek. Chociaż powiem Wam, że byłem kiedyś na jednej stacji i diagnosta mi powiedział, że są zabiegi, których nawet on nie jest w stanie odkryć w 5minut sprawdzenia i wychodzą po czasie. Jeśli chodzi o zamaskowane skorodowane progi, tu wbrew pozorom łatwo jest zdemaskować oszustwo. No dobra Panie, wszystko fajnie, ale chciałbym podnieść auto na lewarku. Tak zwróciłem się do pewnego Pana, który miał na sprzedaż Opla Vectra A. On mi na to, że nie ma lewarka a poza tym jest tu nierówno i boi się, żeby nie spadł. Ja mu na to, że ja mam, a nieopodal jest hipermarket pojedziemy na parking. Zaczęło się kręcenie nosem, w końcu powiedział, dobra progi się sypią. 

No coś takiego! W ogłoszeniu było, że blacha super. Auto wyjściowo kosztowało 1600zł, nagle się zrobiło 1200zł, ja mu na to, że i tak go nie kupię, ale żeby zdradził mi za ile go kupił, on mi na to, że za 600zł przed złomowiskiem. Mam znajomego, który pracuje na złomowisku. Powiedział, że takich czatujących na auta, które o własnych siłach przyjadą na złom jest multum. Dają ludziom 100zł więcej niż dostają na złomie i już ich nie ma. Nie było by problemu gdyby ciągle jeździli tym samym autem, wtedy mówi mi, że by ich przegonili, bo oni też na tym tracą, a poza stratą pieniężną chodzi o to, że te auto naprawdę powinny trafić na ten złom i trzymanie ich dalej w ruchu zagraża bezpieczeństwu. Środków na picowanie auta do sprzedaży jest tak dużo, że ciężko by było mi się tu zmieścić. Będę ten temat na pewno jeszcze poruszał. Najważniejsze z tej notki abyście zapamiętali, nalegajcie na wizyty na kanałach lub stacjach diagnostycznych, a jeśli nie ma takiej możliwości na podniesienie na lewarku. Nie dajmy się zwariować, jeśli mówi, że nie to nie. Jedziemy i szukamy dalej.

Pamiętajcie też z tej notki, że nie wszyscy handlarze to oszuści. Nie należy szufladkować, jest wiele takich ludzi, ale są w tej branży ludzie, którzy wolą postawić garaż na placu, działce i robić auta niż płacić krocie za wielki warsztat z podnośnikami. Do większości prac, kanał wystarczy. W tej cenie nie oczekujmy też nie wiadomo czego. Ale uważajmy na auta, które powinny trafić na złom, a są dalej w obiegu, a takich jest u nas zdecydowanie za dużo. Na dzisiaj tyle. Pozdrawiam do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *